James Zabiela
Space - ostatnia granica. Gdy najbardziej uznany klub na Ibizie otwiera swe drzwi by zaprosić doń ich świetlistego, nowego rezydenta, James Zabiela po prostu się uśmiecha
i mruży trochę oczy. Spójrzcie, droga tutaj była bardzo szybka. A zważywszy, że była relatywnie bezkolizyjną podróżą ku akceptacji i światowej popularności, wydaje się szybka jak mgnienie oka. Dwa lata temu, James Zabiela zdobył perłę Balearów rozgrzewając dla Sashy w miejscu, które wyspa nazywa Inside At Space. Rozpalając publiczność " i szefa We Love Darrena Hughes`a " dwoma godzinami żywej, skupionej na syntezie, breakbeatowej akcji " położył fundamenty pod karierę nie podobną do innych. Po dwóch latach, jest teraz, co dwutygodniowym rezydentem klubu. To oficjalna informacja.
Wiedza o tym jak powinien brzmieć wielki track oraz o punkcie, w którym należy go zręcznie rozpuścić poprzez wygięcie i skręcenie " jest forte Jamesa Zabieli. Kładąc warstwy dźwięków za pomocą dwóch odtwarzaczy CDJ 1000 Pioneer`a, miksera DJM 600 tej samej firmy i pary zaufanych Technics`ów 1210, jego ręce i uszy nie oddalają się od dźwięku na sekundę, stawiając publiczność wobec jednego tylko wyboru " albo oddać się tanecznemu uniesieniu, albo rozdziawić szeroko usta. Jego wymagania co do takiego właśnie zestawu sprzętu, gdziekolwiek gra, są przypomnieniem, że jest jednym z kilku zaledwie didżejów, którzy popchnęli rzeczy do przodu w 2003 roku. Styl James`a jest zabierający, skupiony, głęboki i najlepiej oddający sens słowa "groovy". Zwróćmy jeszcze po drodze uwagę na wykrzywione linie basu. Te nieprzyzwoite, brudne dźwięki są częścią aktualnej, dźwiękowej wizytówki Jay-Z. Skrecze, pętle, niepokojące zmiany akordów, wszystkie one są równoprawnymi wyznacznikami kierunku seta Zabieli. Nic dziwnego zatem, że idole dzieciństwa Depeche Mode pozostają jego bohaterami. Tak jak jego kumpel, tech-house`owy przełożony Mathew Bushwacka!, obydwaj rozumieją, że najlepsza muzyka elektroniczna porusza zarówno serce jak i stopy. I jeśli jest w tym magia, duch również wzleci. A ten chłopak sprawia, że unosi się wysoko.
"Zabawa i edukacja są kluczem" " deklaruje James rozsądnie. "Chodzi przede wszystkim o znalezienie równowagi. Ludzie zapłacili niezłą kasę by mieć zabawę, ale trzeba dać im coś jeszcze... Potrzebujesz balansu". Oto właśnie, dlaczego moduł efektów jest tak decydujący w jego elektronicznym show. "Każdy może zmiksować dwie płyty poprawnie" - uśmiecha się szeroko... lecz mimo to dalej przyznaje się do osobliwej nerwowości w czasie radiowych wywiadów, gdy nie jest za deckami. "(grając)... jestem sto razy bardziej pewny siebie niż zwykle. Didżejowanie pomogło definitywnie mojej śmiałości i mi jako osobie". Patrząc na niego grającego, łatwo jest zapomnieć, iż sprawienie, że rzeczy wyglądają łatwymi, zabiera wiele czasu. A on przeszedł wiele mostów i kilka granic międzynarodowych w czasie tej drogi. "Nie opanowałem tego wszystkiego jeszcze" " dodaje. "życzyłbym sobie by mi mogło wyrosnąć czasami trzecie ramię!" [Fact One: (a propos czarodziejów trzech gramofonów) Na ostatniej imprezie w rodzinnym Southampton, niejaki Carl Cox podszedł złożyć wyrazy szacunku, które według świadków zdarzenia wyglądały jak oddanie królewskich honorów. Rzeczywiście wysoka pochwała...]
Kariera James`a jak dotąd ma zgoła kosmiczny wymiar. Po wygraniu w 2000 roku konkursu Bedroom Bedlam magazynu Muzik dzięki kompletowi zgrabnie uformowanych miksów, Zabiela poszedł dalej wygrywając główną nagrodę The Best Bedroom Bedlam DJ w plebiscycie The Muzik Awards roku następnego. Szybko upolowany przez agencję Sashy "Excession" już kilka tygodni później, spędził kolejny rok biorąc na siebie Wschodnią Europę, Australię, Amerykę Południową i USA znajdując jednocześnie czas na nagranie doskonale przyjętych albumów dla Groovetech i Hooj oraz wypuszczenie garści remiksów po drodze. Royksopp, Virgin Souls i artysta End Recordings Dave Breannan, wszyscy oni znaleźli się pod skalpelem Zabieli i wielu innych to czeka. [Fact Two: Szef Sunday Best - Rob Da Bank zadeklarował, że praca wykonana przez Jay-Z nad "Remind Me" jest jego remiksem roku.]
Mając zaledwie 24 lata, ucząc się stawiania czoła zwykłej codzienności i życiu po drugiej stronie konsolety, jest mało prawdopodobne żeby James Zabiela złapał oddech w najbliższej przyszłości. Olnajtersi Tribal Sessions i The End nie mogą się doczekać na kolejny spektakl, w Budapeszcie i Rumunii jest już rezydentem. "Gram cokolwiek zechcę" " śmieje się. W czasie ostatniej podróży do Australii grał pięciogodzinny set przed trzema tysiącami wyjących ludzi w The Art House w Sydney. Nic dziwnego zatem, że jego nazwisko widnieje na 11 pozycji! ostatniego plebiscytu DJ Magazine Top 100, a Sasha zwraca się do niego per "dyrektorze".
To dopiero początek.
Biografie obejrzało: 1643 osób
[Edytuj Biografie]